Twarzą w twarz z okrucieństwem

Twarzą w twarz z okrucieństwem

Wystawa „Twarzą w twarz. Sztuka w Auschwitz”, którą można oglądać w kamienicy Szołayskich w Krakowie to ekspozycja, która po raz pierwszy opuściła Państwowe Muzeum Pamięci Auschwitz-Birkenau, mające w swoich zasobach około 2 tysięcy prac artystycznych wykonanych najróżniejszymi technikami (ołówek, tusz, kredka na papierze, olej na płycie pilśniowej lub na płótnie z obrusa, pastel na papierze pakowym, akwarela na kartonie).

Do prezentacji wybrano  200 dzieł wykonanych przez więźniów, którzy w czasie II wojny światowej, znaleźli się w niemieckim obozie koncentracyjnym. Niektóre wykonane były przez takich twórców jak Xawery Dunikowski, Jan Komski, Franciszek Targosz, Adam Bowbelski, Jan Machnowski, Marian Kołodziej, Włodzimierz Siwierski, Tadeusz Myszkowski, Izydor Łuszczek. Inne przez artystów, którzy przed wojną parali się malowaniem amatorsko – np. słynny przedwojenny olimpijczyk, narciarz i taternik Bronisław Czech, aresztowany przez gestapo w momencie malowania, w obozie stworzył wiele pięknych pejzaży swoich ukochanych gór.

W Auschwitz działało też Muzeum Obozowe, w którym na  zlecenie SS-manów malowali „oficjalne” obrazy więźniowie, którzy robili to pod przymusem.

Prace te można obecnie oglądać w krakowskim muzeum, stając twarzą w twarz z obozowym życiem, które często nielegalnie uwieczniali na swych rysunkach ludzie, dla których był to jeden ze sposobów na to, aby przetrwać, nie załamać się, nie poddać się odhumanizowanym scenom, w których brali udział niczym w niekończącym się koszmarze. Na wystawie można zobaczyć sporo portretów więźniów, ubranych co prawda w obozowe pasiaki, ale zindywidualizowanych, z realistycznie uwiecznionymi twarzami, które pozostały niczym świadectwa obozowego życia, dla tych którzy nie wierzą, w to co się tam działo.

Na wystawie można obejrzeć również odkryty przypadkiem anonimowy szkicownik jednego z więźniów, który rysował sceny tak okrutne, że i dziś budzą w oglądającym dreszcz przerażenia. A jako kontrast do tych potworności prezentowane są pocztówki, jakie więźniowie przysyłali do swych rodzin, ozdabiając je obowiązkowymi słodkimi widoczkami. Portretami, najczęściej kobiet, które narażając się pomagały więźniom, np. nielegalnie dostarczając żywność, dziękowali artyści ofiarowując je nieznajomym w dowód wdzięczności. Można je teraz oglądać w ostatniej sali muzeum. Trudno uwierzyć, że namalowane zostały w obozie koncentracyjnym.

Wystawa pokazuje różnorodne aspekty obozowego życia w malarstwie i rysunku – od propagandowym plakatów, po sceny z nazistowskimi oprawcami w sielskich malarskich scenach, a także serie graficzne ze sławnymi kompozytorami. Najbardziej dramatyczne są jednak rysunki, na których życie codzienne w obozie koncentracyjnym pokazane jest bez upiększeń, z brutalną szczerością. Wystawę „Twarzą w twarz. Sztuka w Auschwitz” po prostu trzeba zobaczyć, bo nie tylko nie epatuje okrucieństwem, ale z zimną precyzją pokazuje, jakim potworem może być człowiek dla człowieka i jak doskonale lawirowali SS-mani, prowadząc podwójne życie. Niemieccy oprawcy  wciąż uważali się za subtelnych znawców muzyki i malarstwa, spadkobierców Goethego i Wagnera, wyrafinowanych odkrywców talentów u obozowych niewolników.

To co pozostało po twórczości więźniów pokazuje całą grozę tego co działo się w Auschwitz. Pokazuje nie jak na dokumentalnych filmach i nie jak podczas oprowadzania wycieczek przyjeżdżających z całego świata, aby zobaczyć na własne oczy obóz koncentracyjny. Prezentuje bowiem tę sferę życia twórczego jednostki, która chociaż w zniewoleniu, systematycznie niszczona i upokarzana przez zlecenia oprawców rozkazujących upiększanie rzeczywistości i pokazywanie obrazów „wspaniałego świata” – wciąż trwała, mimo iż nierzadko prowadziła do prawdziwej śmierci. W kamienicy Szołayskich widz staje twarzą w twarz z potwornością, ale i niezłomnością ludzkich charakterów więźniów, którzy pod groźbą utraty życia, dokumentowali to co wielu współczesnym ludziom nie mieści się w głowach.

Ekspozycja czynna będzie do 19 listopada 2017 r.

Foto:mat.pras. MN w Krakowie

Zostaw odpowiedź