„Zazwyczaj maluję zwisając głową w dół…” – wywiad z wrocławskim artystą Pawłem Baśnikiem

„Zazwyczaj maluję zwisając głową w dół…” – wywiad z wrocławskim artystą Pawłem Baśnikiem

Artystyczne spojrzenie: Pana prace wyglądają bardzo dekadencko – są mroczne, wampiryczne, pokazują rozkład pięknych dam i dżentelmenów na portretach stylizowanych na dawnych mistrzów i jakby… zemstę na dawnym malarstwie. W dodatku bierze Pan udział w wystawie „Świeża krew”… Spytam więc przewrotnie: czy chce Pan swoimi pracami wlać świeżą krew w skostniałe akademickie formy?

 

Paweł Baśnik: Prace z cyklu Post mortem rzeczywiście z jednej strony zaczepione są w bezpiecznym XIX-wiecznym akademizmie, stojąc drugą nogą w bardziej drapieżnej stylistyce o bacon’owskim rodowodzie. Jednak jeśli o krwi mowa – obawiam się, że moje prace mają bardzo rzadką grupę. Dla większości ludzi uchodzi ona raczej za zatrutą niż świeżą. Podczas wystawy dyplomowej we wrocławskiej Galerii Miejskiej, jeden z widzów oskarżył mnie o konszachty z diabłem, a na wernisażu konkursu „Najlepsze Dyplomy” w Gdańsku znalazłem pod swoimi obrazami modlitewnik. Doprawdy nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.

 

Artystyczne spojrzenie: Jak wyglądała Pana pierwsza praca artystyczna?

 

Paweł Baśnik: Bardzo ciężko jest mi określić chwilę, w której moje wytwory plastyczne zaczęły zyskiwać artystyczny status. Ponoć już jako dziecko wyróżniałem się swoimi pracami. Jedno z moich najstarszych wspomnień związane jest właśnie z rysowaniem. Mogłem mieć wtedy trzy albo cztery lata. Ojciec uczył mnie jak narysować samochód. Ja jednak chciałem pokazać go w ruchu, więc zamiast dwóch kół, jakie widzimy patrząc na pojazd z boku, narysowałem ich cały rząd. Pamiętam, że mój pomysł – mówiąc delikatnie – nie usatysfakcjonował mnie wtedy. Jednak myśląc o tym po latach, zaczęło mi to przypominać rozwiązania rodem z futurystycznych obrazów Giacomo Balli.

 

Artystyczne spojrzenie: Czy od zawsze wiedział Pan, że zostanie artystą?

 

Paweł Baśnik: Być może zabrzmi to pompatycznie, ale uważam że bycia artystą się nie wybiera. W swoim jak na razie wciąż jeszcze krótkim życiu, zdążyłem się już przekonać, że nie potrafię zrezygnować ze swojej twórczej obsesji – nawet jeśli nie ma gdzie spać, co jeść i z czego żyć.

 

Artystyczne spojrzenie: Widz oglądając Pana prace może sobie wyobrażać, że tworzy Pan nocą, niczym wampir zdzierając warstwy farby z dawnych obrazów… A jak jest naprawdę? W jakich warunkach, o jakiej porze, przy jakiej muzyce lub w ciszy, w towarzystwie czy samotności – jak powstają Pana obrazy?

 

Paweł Baśnik: Zazwyczaj maluję zwisając głową w dół, uczepiwszy się belki poddasza. Podczas pracy staram się również uzupełniać brakujące elektrolity pijąc duże ilości krwi zamordowanych ofiar. A mówiąc poważnie – kiedy rozpoczynam pracę nad obrazem, wolę być sam na sam ze swoimi myślami. Natomiast w trakcie bardziej rzemieślniczych etapów, zdarza mi się słuchać muzyki. Najczęściej są to ciężkie brzmienia, bądź współczesna muzyka poważna. Bardzo lubię dawne płyty Opeth i Katatonii. Ostatnia płyta Behemoth też jest mocna. A tak poza tym lubię też Pendereckiego i Stockhausena. Philip Glass też bywa często przeze mnie słuchany.

 

Artystyczne spojrzenie: Jakich malarzy Pan ceni?

 

Paweł Baśnik: Takich dla których potrzeba malowania jest kwestią życia i śmierci. Znów brzmi to górnolotnie i poetycko, wywołując zapewne szyderczy uśmiech, bądź grymas zażenowania na twarzach niektórych osób. Uważam jednak, że to stwierdzenie nie jest wcale takie płytkie, za jakie może uchodzić. W erze komputerów i internetu wciąż jeszcze powstają codziennie tysiące obrazów olejnych, które najczęściej nikomu do niczego nie są potrzebne. Dobrze jest więc mieć jakiś istotny powód, dla którego decydujemy się spędzać swoje życie na rozsmarowywaniu kolorowych substancji techniką sprzed kilkuset lat.

 

 

Artystyczne spojrzenie: Czy ma Pan swoje ulubione obrazy?

 

Paweł Baśnik: Na pewno mam swoich ulubionych artystów. Z dawnych twórców przyciąga mnie Austin Osman Spare, głównie ze względu na swoją postawę twórczą. Natomiast spośród współcześnie żyjących twórców, moją szczególną uwagę przykuwa ostatnio Alexander Tinei. Z kolei jeśli chodzi o Polskę – od dawna numerem jeden jest dla mnie Norman Leto. Jednak co do konkretnych dzieł, nie potrafiłbym chyba ustalić, które są moimi ulubionymi. Ostatnio na przykład sporo myślałem o spękaniach, jakie powstały na czarnym kwadracie Malewicza.

 

Artystyczne spojrzenie: Czy po ukończeniu pracy jest Pan zadowolony z efektów, czy odwrotnie?

 

Paweł Baśnik: Przyjmuję zasadę, że zawsze może być lepiej. Patrząc na swoje obrazy dyplomowe, czuję teraz, że pod pewnym względem coś poszło nie tak jak tego chciałem. Chodzi o to, że wielu ekspertów wypowiadając się o moich pracach, skupia się raczej na kwestiach warsztatowych, pomijając przy tym, bądź celowo spłycając idee, jakie przyświecają tym realizacjom. Ostatnio coraz częściej zauważam niezdrową tendencję porównywania mnie do wszystkiego i wszystkich. Dla jednych jestem wtórny względem Ewy Juszkiewicz, Łukasza Stokłosy i Pawła Książka. Dla drugich jestem polskim Adrianem Ghenie i Nicolą Samorim, a jeszcze inni nazwali mnie drugim Zdzisławem Beksińskim. Niektórych z tych artystów rzeczywiście cenię. Pamiętajmy jednak, że oni także nie wyłonili się z dziury w ziemi, a ich twórczość nie przybyła do nas z kosmosu. Jeśli przyjrzymy się dokładniej, dostrzeżemy, że za moimi obrazami stoją zupełnie inne powody od tych, którymi kierują się wspomniani artyści.

 

Artystyczne spojrzenie: Czy mógłby Pan rozwinąć ostatnie zdanie? Jakie to motywacje są odmienne w Pana twórczości i np. Beksińskiego?

 

 

Paweł Baśnik: Jeśli chodzi o Beksińskiego, podstawową różnicą jest to, że w kontekście śmierci, przypisywał swojemu malarstwu funkcję znieczulającą. Jak sam wspominał: „Twórczość jest czymś w rodzaju butelki z wódką, którą daje się skazańcowi przed egzekucją”. Nie czuję, aby w moim przypadku obrazy pełniły taką rolę, a przynajmniej nie działają one w taki sposób na mnie. Malowanie obrazów z cyklu Post mortem było bardzo wyczerpujące psychicznie. Nie szukałem znieczulenia, tylko bólu. Beksiński był niesamowicie inteligentnym i elokwentnym człowiekiem, ale mówiąc szczerze – dla mnie był on przede wszystkim wybitnym fotografem, natomiast jego malarstwo nigdy mnie do siebie nie przekonało.

 

 

Artystyczne spojrzenie: Jaka jest Pana ulubiona epoka w sztuce?

 

Paweł Baśnik: Najbardziej interesuje mnie ta, która jeszcze nie nadeszła. Żyjemy teraz w ciekawych czasach. Z jednej strony zaobserwować możemy fetyszyzację nauki i technologii, jaka pojawia się chociażby w nurcie transhumanizmu i nowego ateizmu. Kolejne naukowe odkrycia i wynalazki nadają tempo zmianom, zbliżając nas między innymi do pokonania ograniczeń biologii i osiągnięcia nieśmiertelności. Z drugiej strony coraz bardziej na sile przybiera religijny fundamentalizm i odradzające się zespoły irracjonalnych przekonań. Postęp cywilizacyjny wiąże się więc także z ryzykiem zagłady, będącej następstwem konfliktów nuklearnych, bądź katastrof spowodowanych nadmierną eksploatacją planety. Nie wiem dokąd dokładnie zmierza rekordowa dziś liczba ponad 7 mld ludzi, ale czuję, że ten wiek zmusi nas do całkowitego przedefiniowania nie tylko sztuki, lecz wszystkiego co łączy się z pojęciem człowieka.

 

Artystyczne spojrzenie: Skąd bierze Pan pomysły? Z literatury? Ze spacerów do muzeów?

 

Paweł Baśnik: Przede wszystkim staram się dużo czytać. Myślę, że to literatura wywiera największy wpływ na moją kreatywność. Są to głównie książki z zakresu filozofii i antropologii śmierci. Czytuję Ernesta Beckera, Philippe’a Ariesa, Edgara Morina i wielu innych. Często też sięgam po Fryderyka Nietzsche, a ostatnio na mojej półce pojawiło się sporo książek Richarda Dawkinsa i dla przeciwwagi Michała Hellera. Obecnie kończę lekturę „Nadchodzi osobliwość. Kiedy człowiek przekroczy granice biologii” Raymonda Kurzweila i  „Po człowieku” Rosi Braidotti.

 

 

Artystyczne spojrzenie: Śmierć, rozkład, zniszczenie – dlaczego takie motywy dominują w Pana twórczości?

Paweł Baśnik: Kilka razy spotkałem się z zarzutami, że jako młoda osoba nie powinienem zajmować się takimi rzeczami. Cóż – myślę, że poruszanie tych kwestii na łożu śmierci bywa niekiedy jeszcze bardziej pretensjonalne. Oczywiście mógłbym tworzyć wesołe obrazki i posługiwać się ironią, za którą zawsze można się bezpiecznie schronić. Jak na razie jednak nie widzę w tym najmniejszego sensu. Mówiąc w skrócie – moje wybujałe ego chciałoby, aby stworzone przeze mnie obrazy trwały jak najdłużej, a najlepiej wiecznie. Zdaję sobie jednak sprawę z absurdalności tych roszczeń. Destrukt i rozkład jest więc poniekąd także próbą zamachu na moją własną wizję nieśmiertelności. Mimo to czuję, że te obrazy i tak opowiadają się bardziej po stronie życia.

Artystyczne spojrzenie: Bardzo dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.

Paweł Baśnik: Cała przyjemność po mojej stronie. Dziękuję.

 

Rozmawiała: Ewa Mecner

Foto: z archiwum Pawła Baśnika

 

 

 

 

Zostaw odpowiedź