„Nie opowiadam o harmonii tego świata” – wywiad z wrocławską artystką Karoliną Jaklewicz

„Nie opowiadam o harmonii tego świata” – wywiad z wrocławską artystką Karoliną Jaklewicz

Artystyczne spojrzenie: Pani najnowsza wystawa w krakowskiej galerii ZPAP „Pryzmat” pokazuje prace abstrakcyjne, niezwykle minimalistyczne i oszczędne, a jednak budzące w odbiorcy przyjemność swoją „czystą i piękną formą”. Zastanawiam się, jak to się stało, że zainteresowała Panią abstrakcja?

Karolina Jaklewicz: To nie ja zainteresowałam się abstrakcją, tylko abstrakcja mną. Może zbyt długo stałam na wietrze i nadmorski pejzaż stał się trzema prostokątami. Skondensował się i tak już zostało. Zostało mi kondensowanie rzeczywistości do granic języka geometrii. A wspomniana przez Panią „czysta i piękna forma” wcale nie jest tak przyjemna jak może się wydawać. To pierwsze wrażenie, potem robi się mniej miło. Bo nie opowiadam o harmonii tego świata, ale o jego pęknięciu i dekonstrukcji. O tym do czego doprowadzają prawdy jedynie słuszne. Posługiwanie się formami abstrakcyjnymi nie wyklucza tej sztuki z dialogu z rzeczywistością. Doświadczam przemocy w przestrzeni publicznej, doświadczam mowy nienawiści. Bycie w mniejszości staje się wyzwaniem. Większość staje się coraz bardziej bezwzględna. Dlatego do najnowszych obrazów wkradła się czerń. Wtargnęła z zewnątrz, nieproszona. Staram się okiełznać jej agresję, zatrzymać jej gwałtowny ruch. „Piękne” malarskie ciało nie poddaje się jej niszczącej sile. Stawia opór. Bo piękno nie jest ucieczką przed światem, jest jego fundamentalną częścią. Siłą, która daje także poczucie sensu.

Artystyczne spojrzenie: Pochodzi Pani z Gryfic, ale związała się Pani z Wrocławiem, skąd wybór tego miasta i co Pani się tu najbardziej podoba?

Karolina Jaklewicz: Gdy przeprowadzałam się do Wrocławia, wydawał mi się świetną alternatywą dla korporacyjnej Warszawy. Takie polskie miasto z berlińskim charakterem – i nie myślę tylko o niemieckiej historii, ale przede wszystkim o dostępie do kultury, natury, innych ludzi. Wydawało mi się, że jest tu wystarczająco dużo czasu i przestrzeni na dobre codzienne życie. Do tej pory najbardziej podoba mi się Wrocław z perspektywy rowerowej. Moje ulubione momenty to prosecco z widokiem na plac przed NFM-em, manaty zajadające sałatę we wrocławskim ZOO, odnowiony Pawilon Czterech Kopuł, przestrzeń Muzeum Współczesnego Wrocław. Niestety spektakularnie zniszczono Teatr Polski, miasto nie uratowało istotnej części swojej najnowszej kultury.

Artystyczne spojrzenie: Jacy artyści wywarli wpływ na Pani twórczość? Nie wiem czy słusznie, ale w jakiś sposób dostrzegam w Pani twórczości dalekie fluidy wiodące od wrocławskiej abstrakcji, która od lat jest bardzo silna i wydała znakomitości takie jak te skupione w Grupie Wrocławskiej…

Karolina Jaklewicz: Podczas studiów nie trafiłam bezpośrednio na klasyków wrocławskiej abstrakcji, ale geometryczny fundament zawsze podskórnie łączy twórców. Z wielką uwagą oglądałam ostatnią retrospektywę Wandy Gołkowskiej we wrocławskiej BWA, malarstwo Józefa Hałasa w Muzeum Architektury czy prace Zdzisława Jurkiewicza w Muzeum Narodowym. Teraz czekam na wystawę Jana Chwałczyka. Wrocław jest bardzo ciekawie rozpięty pomiędzy subtelność geometrycznych koncepcji a ekspresję „nowych dzikich”.

Artystyczne spojrzenie: Czy nie kusi Panią czasem, aby sięgnąć do malarstwa narracyjnego, do przedstawień figuralnych, albo do popularnego od pewnego czasu wśród młodych twórców malarstwa „brzydkiego” bądź też politycznie zaangażowanego?

Karolina Jaklewicz: Ciągle uprawiam malarstwo i narracyjne i zaangażowane i przedstawiające a jednocześnie abstrakcyjne. Język geometrii jest naprawdę pojemny. W latach 2010-11 stworzyłam cykl prac o mniejszościach homoseksualnych. Pomiędzy liniami, figurami i punktami można zobaczyć wiele historii. Warto porzucić stereotypową percepcję sztuki abstrakcyjnej, bo to sztuka pełna emocji, napięć, konfliktów i dramatów.

Artystyczne spojrzenie: Jak zawsze zapytam również o źródła inspiracji – filozofia czy traktaty matematyczne? Czy może literatura, poezja, nauka? Innymi słowy – co Pani czyta i czy lektury na Panią oddziaływają?

Karolina Jaklewicz: Słowa uzależniają. Budują granice, powodują konflikty, mogą ocalić, dodają skrzydeł. Więc czytam. Inspirujące rozważania Juhaniego Palaasmy, fińskiego architekta, wznoszące się ponad „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. Świetlickiego na co dzień i Miłosza od święta. Podczas ostatnich wakacji – „Konformistę” Alberto Moravii, bo to dzisiaj lektura obowiązkowa, zwłaszcza dla artystów, „Kobietę na schodach” Bernharda Schlinka – z pytaniem o wolność kobiety, „Ucieczki” Urszuli Kozioł, wstrząsającą, tragiczną lirykę, „Wzgórze psów”- gęstą prozę Jakuba Żulczyka, „Fluks. Wspólnotę płynów ustrojowych” Krzysztofa Pacewicza, w której inaczej niż Bauman definiuje  płynność.

Artystyczne spojrzenie: Jak wygląda zwykły dzień artystki, która planuje poświęcić go sztuce? Wstaje Pani, je śniadanie, a potem od razu bierze pędzel i…

Karolina Jaklewicz: Wstaję i… kawa, sklep, kanapki do szkoły, gdzie są spodenki na w-f, gdzie są klapki na basen, gdzie kot, gdzie klucze, gdzie torebki i… okazuje się, że zamówiony kierowca nie przyjechał po obrazy. A w Krakowie czekają. Więc szukam w potłuczonej szybce telefonu wypożyczalni aut. Jest. Dzwonię, jest – taki poręczny dostawczy na bank się wszystko Pani zmieści. Więc po auto. Więc do pracowni. Więc winda. Do góry jakoś płótna wjechały, ale folia bąbelkowa i tekturowe kątowniki zapewniają nam 11 pięter w dół po schodach. Nie zdążyliśmy rano pobiegać, pocieszam się, więc fitness jak znalazł i… już dopadamy bagażnika, już wpychamy, już prawie domykamy drzwi i… właśnie prawie czyni różnicę. Za mały – mówię. Za mały o 20 cm. Czy ma Pan większy? Mam większy, pełnowymiarowy, proszę Pani, bus. Więc do wypożyczalni. Więc na parking i… lubię prowadzić, ale jednak bez przesady, jak widzę co mam prowadzić. Ale już mknę po obwodnicy, już jestem kierowcą dostawczaka, już wymuszam pierwszeństwo na rondzie, już biorę odwet na skodzie za te wszystkie fabie, które tak wolno jadą w niedzielę na trasie do Kłodzka, już słucham eski, zaraz zacznę palić i wyrosną mi włosy na rękach i… a to dopiero początek dnia. Jest dziesiąta.

Artystyczne spojrzenie: Jest Pani również kuratorką i jurorką przy konkursie „Świeża Krew”, czy mogłaby Pani zatem, na podstawie kilkuletnich obserwacji, ocenić jak wygląda dziś to co tworzą młodzi artyści, co jest dziś „modne”, jakie trendy się pojawiają wśród twórców, wkraczających dopiero na drogę sztuki? I czy młody artysta może dziś zaistnieć, przebić się na rynek sztuki?

Karolina Jaklewicz : Moda w sztuce jest iluzją. Ulegają jej młodzi artyści, krytycy i publiczność. Niepotrzebnie, bo sztuka jest nieprzewidywalna. Reaguje na to co się stanie, a o czym jeszcze nie wiemy. Nie warto narzucać sztuce kryteriów oceny znanych z innych dziedzin życia, bo i tak nie będą wiarygodne. A wiarygodność jest fundamentalną częścią działa sztuki. I choć to trudna do zdefiniowania wartość, to albo jest albo jej nie ma. A młodej sztuki prezentowanej podczas PSM „Świeża Krew” jestem po prostu ciekawa. Rynek sztuki to postprodukcja wobec twórczości, konsekwencja romansu artysty z publicznością. Czyli wzloty i upadki.

Artystyczne spojrzenie: Czy jako artystka czuje się Pani spełniona, czy też ma Pani jakieś niezrealizowane plany?

Karolina Jaklewicz: Rozmawiałam o mojej najnowszej wystawie z prof. Jerzym Kałuckim. Powiedział, że jest bardzo ciekawy dokąd doszłam. Odparłam, że donikąd nie doszłam, bo wciąż idę. Znakomicie – podsumował. Więc jestem artystką w drodze. Zatrzymuję się na chwilę przy obrazach.

Artystyczne spojrzenie: Wielu miłośników sztuki zastanawia się, co robi artystka kiedy nie tworzy? Chodzi po galeriach, oddaje się niezwykłemu hobby?

Karolina Jaklewicz: Artystką jest się permanentnie. Można nie być w pracowni, ale ciągle się myśli o tym, co w pracowni. Co zrobić z tym rozpoczętym obrazem, w którą stronę go skończyć. Nieustannie trzeba dostarczać sobie inspiracji do tworzenia – czytać, chodzić do teatru, rozmawiać, pływać w morzu, kochać się. Moje niezwykłe hobby to zwykłe życie.

Artystyczne spojrzenie: Czy gdyby mogła Pani cofnąć czas powtórnie zdecydowałaby się Pani na zajmowanie się sztuką czy też wybrałaby Pani inny zawód?

Karolina Jaklewicz: Sztuka jest przeciwnikiem, z którym chętnie zmierzyłabym się po raz kolejny.

Artystyczne spojrzenie: Dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na moje pytania.

Rozmawiała Ewa Mecner

Foto: z archiwum K. Jaklewicz

Zostaw odpowiedź